Przerwa


Billie Jean 2010-05-30


Ostatnie piec minut do nadejścia przerwy. W klasach słychać szmer, uciszanie nauczycieli, którzy informują, aby się nie pakować i przypominają, że przerwa jest dla nich.

W pomieszczeniu numer osiemnaście słychać „chałupkę” w wykonaniu pana Pszczoły. I zadzwonił dzwonek. Chmara uczniów biegnie w stronę drzwi, taranując wszystkich po kolei. Patrząc na nich z boku, możemy zauważyć, że przypominają zachowaniem ,,orangutanów wypuszczonych z dżungli".

Gdzieś w oddali ktoś krzyknął słowoobiadowa, co sprawiło że masa ludzi zaczęła biec w stronę schodów na stołówkę. Korytarze pustoszeją, jednak jest nadal głośno. Wysokość dźwięku w decybelach odpowiada startowi samolotu. Jednak każdy jest już do tego przyzwyczajony.

Tymczasem na korytarz wbiega jakiś roztrzepany uczeń krzyczący
- Ej! Masz z maty? (trzeba wiedzieć że w naszej szkole „Ej” jest uniwersalnym imieniem dla każdego).

Przemierzając korytarze w poszukiwaniu IIIa mijam kilkaekip. Jedną spotykam na schodach, następną na półpiętrze, a trzecią w toalecie. Dobrze że tak jest, wiadomo gdzie kogo szukać. Koło parapetów spokojnie, jak zawsze. Większość trzyma w dłoniach zeszyty, aby jeszcze coś powtórzyć przed nadchodzącą lekcją.

Po korytarzach krążą nauczyciele odbywający dyżur, którzy próbują ogarnąć krzyki i wygłupy uczniów. W męskiej toalecie jak zwyklecoś się dzieje. A tolatający papier toaletowy, a to bardzo zabawna interwencja jednego z nauczycieli.

Po dzwonku każdy zbiera się pod klasą, są jednak wyjątki, które nie lubią się spieszyć. Czekamy aż przyjdzie nauczyciel i otworzy nam drzwi. Wszystkim nam świta w głowie tylko jedna myśl: ,, Byle do przerwy „